Wspomnienie o ś. p. dr inż. Jaremie Rybickim (1925-2015)

Jarema urodził się na Podolu, w województwie lwowskim, w Monastercu, majątku ziemskim swych rodziców, Emanuela Rybickiego, absolwenta znanej szkoły rolniczej w Czernichowie, rotmistrza 19-ego pułku ułanów, odznaczonego Krzyżem Virtuti Militari i trzykrotnie Krzyżem Walecznych za kampanię 1920 roku oraz Ireny z Baranowskich Rybickiej, odznaczonej Krzyżem Walecznych i Medalem Niepodległości działaczki POW Podole.

Rodzinie Rybickich, ostrzeżonej w porę przez życzliwych ludzi, udało się uciec za Bug przed bolszewikami we wrześniu 1939 roku. W latach okupacji Jarema ukończył  szkołę rolniczą prof. Jana Rostafińskiego przy ulicy Opaczewskiej w Warszawie, a już 12 lutego 1945 roku otrzymał zaświadczenie numer jeden o przyjęciu na Wydział Rolniczy SGGW, podpisane przez profesora Stefana Koeppego.

Ja w czasie okupacji ukończyłem analogiczną jak Jarema szkołę rolniczą inż. S. Wiśniewskiego przy ul. Pankiewicza 3 w Warszawie i tym sposobem znaleźliśmy się obydwaj na tym samym drugim roku studiów, bo profesorowie SGGW, którzy w czasie wojny byli naszymi wykładowcami w tych szkołach, wyjednali nam zaliczenie pierwszego roku studiów.

Z Jaremą zaprzyjaźniliśmy się szybko. Był dobrym, uczynnym kolegą, zawsze gotowym pomagać bliźniemu. Spotykaliśmy się często także poza uczelnią i wtedy poznałem też jego brata, Olgierda, absolwenta Wydziału Chemii UW i narzeczoną Krysię, absolwentkę Wydziału Ogrodniczego SGGW. Profesor Koeppe docenił zdolności Jaremy i już w czasie studiów zatrudnił go jako młodszego asystenta w swojej Katedrze Technologii Mięsa oraz był promotorem jego pracy magisterskiej. Pracę doktorską Jarema obronił w 1976 roku na AR we Wrocławiu.

 Po studiach przez szereg lat Jarema pracował w Centralnym Inspektoracie Standaryzacji (CIS), przy ul. Stępińskiej i to wtedy właśnie, przyciśnięty koniecznością uzupełnienia poborów adiunkta na SGGW, nie bardzo wystarczającej na utrzymanie zwiększającej się rodziny, udałem sie do niego w poszukiwaniu jakiegoś zatrudnienia na połowie etatu. Jarema pomógł i dzięki jego rekomendacji pracowaliśmy przez dwa lata pod jednym dachem, ja opiekując się eksportem jęczmienia browarnego i słodu, a on oczywiście działem branży mięsnej.

W latach 1964-1968 Jarema pracował jako ekspert w polsko-angielskiej spółce Anglo-Dal Londynie. Trzeba trafu, że jesienią 1964 roku zaczynałem mój roczny staż na Herio-Watt University w Edynburgu i po drodze zatrzymałem się na trzy dni u gościnnych państwa Rybickich. Zwiedzaliśmy razem Londyn i nawet byłem zabrany do portu nad Tamizą, gdzie Jarema nadzorował odbiór tysiąca ton polskiego bekonu, przywiezionego właśnie z Gdyni na statku „Baltrover”. Tę ilość bekonu Londyn ponoć zjadał w jeden dzień, a pozostałe dni tygodnia zaopatrywały statki z Kopenhagi.

Jadąc w kwietniu 1975 roku jako „visiting professor” z wykładami na AUB do Bejrutu, dostałem od Jaremy „listy polecające”  do jego przyjaciela, radcy handlowego polskiej ambasady, sympatycznego pana Dwernickiego. Pan radca był trochę przerażony gdy powitałem go słowami wiersza W. Pola: „Grzmią pod Stoczkiem armaty, błyszczą białe rabaty, a Dwernicki na przedzie na Moskala sam jedzie...” Przerażenie ustąpiło gdy przeczytał list Jaremy.

W latach 1979-1984 Jarema pracował w Biurze Radcy Handlowego Ambasady Polskiej w Kuala Lumpur w Malezji, a ja w tym czasie w Afryce. Kiedy się spotkaliśmy w Warszawie w czasie wakacji i powiedziałem mu, że złapałem kiedyś pod łóżkiem skolopendrę o długości 10 cm, to Jarema roześmiał się tylko, bo w Kuala Lumpur widywał 20-centymetrowe...

Po przejściu na emeryturę Jarema z Krysią całe wakacje spędzali na swojej ulubionej działce w Pomiechówku. Dom w ciągu zimy bywał okradany, ale to nie psuło im ogrodniczego zapału. Uzupełniali brakujące wyposażenie i dalej cieszyli się zielenią, wsią i słońcem.

W latach 1991-2013, kiedy pracowałem w Instytucie Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego im. prof. Wacława Dąbrowskiego na Rakowieckiej 36, Jarema często wpadał do mnie latem na piwo, a zimą na kieliszek koniaku.

 

Fot. Spotkanie autora wspomnieńz Jaremą Rybickim w Zakładzie Technologii Piwa i Słodu na Rakowieckiej rok 1994.

Byli też oboje z Krysią wiernymi uczestnikami „opłatkowych spotkań”, które od 1993 roku przez 15 lat organizowałem w instytucie i opisałem w AGRICOLI nr 90. Później, gdy liczba uczestników zmalała z 40 do 10, Jarema zamawiał stoliki w kawiarence pod kościołem O.O. Jezuitów i spotkania przeniosły się na drugą stronę ulicy Rakowieckiej. Ostatnie było w 2013 roku.

 Byliśmy też obaj z Jaremą redaktorami trzeciego tomu wydanych w roku 2002 Zeszytów Historycznych Stowarzyszenia Wychowanków SGGW p.t.  „Pierwsi Powojenni”. To z naszej nieobecności skorzystała p. Nowicka, żeby zamieścić na stronie 46 swój pełen stalinowskiej nienawiści tekst, szkalujący przedwojennych studentów SGGW, a wielbiący austriackiego sługę, wykonawcę rozkazów landrata Breinla, Jakuba Szelę.

Jarema Rybicki był członkiem Zarządu Stowarzyszenia Wychowanków SGGW i niemal do ostatniej chwili życia sumiennie uczestniczył we wszystkich zebraniach. Na początku stycznia 2015 zatelefonował do mnie z wiadomością, że Krysia jest w szpitalu, w śpiączce, pod tlenem. Od tej chwili telefonowałem do niego co wieczór usiłując podtrzymać go na duchu, ale od połowy stycznia telefon Jaremy był głuchy. Jarema umarł 22 lutego, w miesiąc po swej żonie, Krysi. Będzie go nam bardzo brakować.

Andrzej Brudzyński